Czytasz wypowiedzi znalezione dla frazy: Buddyzm zen





Temat: Inny punkt widzenia - Buddyzm
Mój ojciec praktykował buddyzm zen ok 20 lat, a jednak wybrał chrześcijaństwo.
Wcześniej był chrześijaninem, potem chyba jakis czas ateistą-poszukującym, więc zaliczył zmiane religii chrześcijaństwo->~~-> buddyzm -> chrześcijaństwo)
Ja bywałem dawniej szukającym prawdy, mocnych wrażeń, wiedzy, miłości, sensu - praktykującym katolicyzm (przeważnie) agnostykiem. Znam życie wg urojonych wizji tego świata i moich własnych, znam też życie z Jezusem. Nie ma porównania. Jezus Chrystus jest moim Panem.
Nawet niewierzący w Jego Bóstwo Mahatma Gandhi - wielki autorytet, potwierdził, że ludzkość nie wydała większego Nauczyciela niż Jezus Chrystus.
Nie bez znaczenia jest fakt że najpiękniejsi ludzie XX wieku na skalę światową to Jan Paweł II i Matka Teresa z Kalkuty. Twórcą teorii heliocentrycznej był Mikołaj Kopernik. Cała trójka oddała życie Jezusowi w kapłaństwie lub zakonie.

O tym co mnie przekonuje, że chrześcijaństwo to lepsza propozycja niż buddyzm - najlepiej wypowie się za mnie ów cytat.

(...)
- Buddyzm reprezentuje pesymistyczne spojrzenie na życie.
Ideą buddysty jest obojętność wobec świata. Choć chrześcijaństwo nie wiąże ostatecznej nadziei z "tym światem", to jednak widzi również radość życia i popiera twórczy udział swych wyznawców dla rozwoju świata.
- Buddyzm nie nadaje sensu cierpieniu. Zwolennicy Buddy w cierpieniu upatrują źródła nieszczęśnej kondycji człowieka. chrześcijaństwo - na wzór sweo załozyciela Jezusa - upatruje w cierpieniu możnośc doskonalenia się, odkrycia nowych wymiarów człowieka, tajemnicę związaną z odkupieniem, zasług na niebo.
- Dystans do zła i dobra. Buddyzm zaleca wyzwolenie się zarówno ze zła jak i dobra (por. np. Kosz kazań Dhammapada 412). Chrześcijaństwo przeciwnie, wzywa d walki ze złem, które jestgrzechem, a propaguje dobro.
- Praktyki magiczne. Buddyzm w wersji mahajany akceptuje wiele praktyk magicznych. chrześcijaństw jest przeciwne magii, która przy pomocy obrzędów chce wyusić na bóstwach odpowiednie cele. Doktryna chrześcijańska wyraźnie podkresla, że człowiek jao stworzenie nie posiada takich możliwości, które były by zdolne zmusicBoga do czegokolwiek. chrześcijanin zateprosi, a nie narzuca swojej woli ogu, pragie współdziałać z ogiem.
- Celem buddystów jest zgasnięcie - nirwana, podczas gdy kresem chrześcijanina jest zjednoczenie z osobowym Bogiem. Nirwana jakopojęcie nie do końca jasne budzi watpliwości: czypolega ona na unicestwieniu, czy rozpłynięciu się z zanikiem cech sobowych człowieka? Chrześcijaństwo mówi o zbawieniu konkretnej jednostki ludzkiej.
- Relatywizm. Buddyzm głosi, że istnieje wile różnych dróg do Absolutu. Kościół od początku przeciwstawia się tendencjom relatywistywizującym, głosząc niezmiennie,że Jezus Chrystus jestjedynym Oblizem Boga i jedynym źródłem zbawienia dla wszystkich. Tu różnica rysuje sie bardzo wyraźnie: chrześcijanie wszystkich czasów za prawdę tajemnic wiary oddawali życie, podczas gdy da uddystów prawda jest jedynie środkiem, który po osiągnięciu celu można odrzucić.

added:
Damianie, ten Twój tekst który zaprezentowałeś "dla mojego taty i chrześcijan", zawiera pewne błędy w interpretacji chrześcijaństwa i wcale nie jest taki znowu genialny. Lub też zadaje pytania, nie zagłębiajac si zbytnio w odpowiedź chrześcijaństwa, czasem zdaje sie przeczyć samemu sobie. Nie chce mi narzucać karmybo już mam swoja prawdę, a jedncześnie autor pretenduje do nauczania mnie. Mog napisać krytykę tego tekstu. Krytyke w sensie nie wyśpmiewanie czy szydzenie tylko polemiczną dyskusję.

//d. postjointer





Temat: Praktyka buddyjska, a jej relacja z otoczeniem.

Chodzi mi o to, czy przyznajecie się w wśród rodzinny/znajomych, że aktywnie praktykujecie buddyzm w grupach/ośrodkach?
Wątek historyczny dla mnie, podobnie jak dla Drikunga, bo jestem już od dawna dorosłym, niezależnym chłopczykiem, samostanowiącym o swoim losie, ale tak z autopcji... Co prawda, nie praktykuję aktywnie w żadnej wspólnocie czy ośrodku (m.in. dlatego, że moja tradycja nie ma żadnych ośrodków w Polsce, a poza tym generalnie - oprócz jakichś odosobnień - skupia się na indywidualnej praktyce), ale też nie kyję się z tym i nigdy się nie kryłem, odkąd z buddyzmem zetknąłem się w liceum - ani w rodzinie, ani w pracy, ani wśród znajomych. Nigdy też nie miałem z tego powodu jakichś nieprzyjemności (poza reakcją rodziców z początku - to dość oczywiste :wink: ). Inna rzecz, że nie epatuję swoją buddyjskością.


Czy zachowujecie to tylko dla siebie tak, jak ja to robię? Bojąc się być posądzonym o jakiegoś "sekciarza”.
Jestem całym sercem za jawnością. Ściśle rzecz biorąc, nie tyle za jawnością (oczywiście babci trudno wytłumaczyć, na czym to dokładnie polega, że się jest buddystą, i że to wcale nie znaczy, że się czci szatana - dużo lepiej jej powiedzieć, że się po prostu nie wierzy), co za nieukrywaniem, nieudawaniem "dobrego katolika", jeśli się nim nie jest. Taka szczerość wobec otoczenia daje poczucie prostoty i mocy na ścieżce, którą się wybrało. I w ogóle uważam, że inne podejście pozostaje w dużej sprzeczności z zachowaniem "właściwej mowy". Zadałeś to pytanie w dziale zen, więc domniemywam, że właśnie zen praktykujesz. Spróbuj zatem mówić w razie potrzeby, że praktykujesz "zen" albo "medytację zen", a nie "buddyzm" czy "buddyzm zen". Zawsze to brzmi mniej ideologicznie, nowocześniej ("zen" jest trendy :wink: ) i jest mniej kłujące dla chrześcijańskiego ucha


Druga kwestia to, jak podchodzicie do tradycji katolickiej w Polsce, kiedy np. ktoś Was poprosi byś cię zostali matką/ojcem chrzestnym? Zgadzacie się z zaznaczenie, że jesteście buddystami czy nie przyznajecie się i podajecie się ceremonii zgodnie z zwyczajem albo odmawiacie?
Oczywiście, że się nie zgadzam! To byłoby fałszywe, hipokrytyczne i normalnie nie fair. Przecież będąc ojcem chrzestnym, potwierdza się przy chrzcie wyznanie wiary katolickiej i przyjmuje się na siebie odpowiedzialność za chrześcijańskie wychowanie dziecka. Odmówiłem dwa razy. Delikatnie, dziękując za zaszczyt, ale stanowczo. Nie było żadnych problemów.


Z drugiej strony sądzę że przynajmniej w szkole średniej z większym ostracyzmem spotykali się nie ateiści czy innowiercy ale właśnie Ci chrześcijanie którzy przestrzegali zasad swojej religii i otwarcie przyznawali do swoich przekonań.
Dokładnie! Chociaż ja to postrzegam przez pryzmat życia w dużym mieście i jestem sobie w stanie wyobrazić, że w małych miasteczkach (a już na pewno na wsiach) może być inaczej. Ale i tam to się chyba już zmienia.


Poniewaz do katolicyzmu mialam stosunek obojetny od 15 roku zycia - postanowilam w wieku 21 po prostu wystapic.
A na to się jakoś nie porwałem. Nie czułem nigdy potrzeby takiej demonstracji. Wiem, że przez to zawyżam i tak mocno naciągane statystyki, ale po prostu szkoda mi na takie wystąpienie czasu i energii poświęcać. Nawet nie wiem, jak to należy zrobić. Może opowiesz dokładniej, to się jednak skuszę w wolnej chwili?





Temat: Ile religii tylu Bogów?
To, dlaczego nagradzał Chrześcijan rajem za zabicie Muzułmanina podczas krucjat, a Muzułmanów za zabicie Chrześcijan podczas Dżihad
Co innego słowo Boże a co innego ich interpretacja i słowa "proroków"
O ile pamiętam dogmaty świętej wojny i dżihadu powstały "trochę" po spisaniu świętych ksiąg i te dwa dogmaty są pięknym przykładam, co robi się ze słowem bożym i jakie bzdury się panu Bogu do ust wkłada, z którymi on nic wspólnego nie ma...
... i na dokładkę jeszcze mieszacie w to biednego Buddę - który żadnym Bogiem albo bogiem nie jest - ot był zwykłym księciem w Indiach który mocno się wysiliwszy osiągnął stan w buddyzmie nazywany oświeceniem - i zaczął o tym nauczać - i tyle - w jego naukach nie ma ani słowa o żadnym absolucie, Bogu, Stwórcy itd.
Tu jest trochę bardziej skomplikowana teologicznie sprawa niemniej „siedzę” już trochę w filozofii wschodu i postaram się ją rozświetlić. Inkarnacje boskie są przepowiedziane o wiele wcześniej niż przybędą i Budda jest taka inkarnacją (zapisana w świętych księgach o wiele wcześniej niż się narodził). Dokładnie Budda jest inkarnacja indyjskiego boga Visznu - przypomnę tutaj, że kolebka buddyzmu są Indie, który przybył dać kres niedziałającym już w wieku Kali rytuałom religijnym – np. składaniu ofiar z żywych stworzeń.
Jego zewnętrzna forma – czyli tym kim był nie ma znaczenia – jedną z najwyższych form w gradacji awatarów był Kryszna- który był pasterzem, czy też Waraha – dzik. Hmm, warto u chyba napisać o swoistej gradacji – podziale według „siły” avatarów i całej hierarchii bogów w Indiach: jest 1 główny Bóg, z niego emanuje pan Brahma, który tworzy ten świat, choć sam już bogiem nie jest oraz innych półbogów – coś w rodzaju aniołów opiekujących się danymi dziedzinami, których często myli się z bogami. Są to międzyinnymi Indra – król bogów, Agni - bóg Ognia, Varuna – bóg wód Yamaradz – pan śmierci i 256000 innych . Do tego w różnych epokach główny bóg – Maha Visznu zstępuje na ziemie w postaci avatara – wydzielonej swej części energii o niespotykanych mocach. Takimi awatarami są Sziva, Kryszna, Rama, Varaha są to awatary pełne oraz niepełne – jednym z nich jest Budda. Każda taka emanacja zstępuje na ziemię z jakąś misją i posiada niezależną osobowość, ciało itp.. Ciekawe jest, że niektóre avatary potrafią nawet ze sobą walczyć np. Kryszna z Szivą
Ach i ważne jest, że nauki Buddy uległy „drobnym” przekształceniom w różnych rejonach do których dotarły w niektórych przestając być nawet religią – buddyzm Zen. I teraz naprawdę ciężko się w tym połapać, gdyż wiele szkół zaprzecza sobie.

Jeśli zaś chodzi o religie to dla mnie są one modlitwą do tego samego Boga – jak pisał Krysznamurtii – każda religia to promień prowadzący do tego samego słońca.
A skąd różne przykazania itp. a dlatego, że my jesteśmy różni i posiadamy ograniczenia stąd każdy „dostaje” takiego Boga jakiego jest w stanie czcić. Aczkolwiek wydaje mi się, ze nie wszystkie religie są prawdziwe, ba myślę, że wiele prawdziwych zostało już tak zafałszowanych, że przestało nimi być.
A czy Bóg istnieje?
Jest wielu uzdrowicieli, którzy działają Boską mocą – lecz mogą być oni szarlatanami lub im tylko się wydawać, że z tej mocy czerpią.
Wiele było Boskich proroków i cudów, lecz i one mogły być oszustwami.
Nie jestem w stanie tego do końca udowodnić ani obalić. Zostaje mi moja własna wiara.
Ja wierzę w Jego istnienie i prowadzenie.



Temat: slow kilka na temat... (po przerwie)


To się zgadza- psychologia i psychiatria potrafią przynieść w miarę szybko
ulgę pacjentowi, pozwalają czasem lepiej mu się poruszać w pewnych tylko
dziedzinach życia. Jednak tak naprawdę nie załatwiają jego problemów,
których przyczyny mogą tkwić w więziach karmicznych nawet poprzednich
wcieleń. Oświecenie uwolni od tych więzów.


Oczywiscie, gdy oczekujesz ulgi od jakiejs metody, to w najlepszym
przypadku najprawdopodobniej otrzymasz tylko ulge (jakkolwiek moze sie
zdarzyc, ze wyniki Cie przerosna).
Jesli jednak jestes zdecydowany wyzwolic sie z cierpienia, nie
poprzestaniesz na tym. Nie zaspokoi Cie, ze niezle sobie radzisz  w
pewnych tylko dziedzinach zycia.

............


| Duzo mocniejsza jest nieuwarunkowana harmonia, wtedy nie zalezy ona od
| tego czy dzis medytowales, czy miesiac temu.
Bardzo trudno mi się do tego ustosunkować- o ile rozumiem, to masz rację,
ale to jest możliwe dopiero na pewnym poziomie- człowieka oświeconego- może
wtedy medytacje potrzebne już nie są. Czy wcześniej można się bez nich obyć?
Chyba nie, jak sądzę.


Moim zdaniem i bez buddyzmu mozesz przestac "plawic sie w oceanie
iluzji"


| Natomiast to co mialo ewentualnie wynikac z moich rozwazan to ciag
| dalszy rozwoju osoby dzialajacej harmonijnie - z rownowaga samoistna,
| trwala i nieuwarunkowana.
| Osoba taka nie odczuwa cierpienia, choc moze odczuwac bol, a swoje
| problemy rozwiazuje na biezaco (nie kumulujac ich), a skoro nie odczuwa
| cierpienia to nie odczuwa takze silnej potrzeby wyzwolenia z cierpienia
| (co obiecuje - "niczego nie obiecujacy" buddyzm-zen).

medytować- już wyzwoliłes się z Karmy. Wtedy jesteś zależną wyłącznie od
własnej woli istotą

| A wiec najpierw psychoterapia, a potem... (uzywajac brzytwy Ockhama
| mozemy z zenem zrobic "ciach!")
| Ewa
Nie za bardzo rozumiem tego zdania: przecież psychoterapia jest nieskuteczna
(patrz wyżej- pozwala tylko lepiej pływać w oceanie iluzji) bo chyba nie
chcesz postawic znaku = pomiedzy psychoterapią a medytacjami?


Mowilam o buddyzmie wogole, a buddyzm to nie tylko medytacje.
Medytacja to narzedzie i jak kazde narzedzie uzyte niewlasciwie lub
uzyte przez osobe niekompetentna moze przyniesc wiecej szkod niz
pozytku. Na przyklad pila tarczowa w rekach 5-o letniego dziecka.

Raczej zastanawialam sie nad postawieniem znaku rownosci miedzy osoba
oswiecona (tj taka, ktora mistrz zen uzna za oswiecona), a osoba,

jest w rownowadze trwalej, samoistnej i nieuwarunkowanej.
Psychoterapia to leczenie; medytacja, joga, modlitwa - narzedzia.
Dopoki narzedzia sa konieczne, jestes zalezny, uwarunkowany, nie
jestes "wewnetrznie doskonaly", poniewaz potrzebujesz czegos z
zewnatrz.
Tak jak lekarze sa potrzebni, potrzebni sa nauczyciele oraz narzedzia,
ale przychodzi pora na porzucenie tego wszystkiego i staniecie na
wlasnych nogach, na przekroczenie nauk mistrza.

Ewa





Temat: Co to jest Religia?
Religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).

Relacja jednostki do sacrum koncentruje się wokół poczucia świętości - chęci zbliżenia się do sacrum, poczucia lęku, czci czy dystansu wobec niego.

Badanie religii

Badaniem religii zajmują się:

* religioznawstwo
* teologia
* filozofia religii
* socjologia religii

Podział religii

Religie dzieli się:

* na naturalne i objawione
* ze względu na to, jak pojmują istotę boską: monoteizm, politeizm, henoteizm, panteizm
* ze względu na zasięg oddziaływania religii: religie uniwersalistyczne, narodowe, plemienne.

Religie świata

animizm

* druidyzm
* voodoo

bahaizm

* ortodoksyjny bahaizm
* babizm
* azalityzm

buddyzm

* ahinsa
* buddyzm tybetański
o Ningma
o Sakja
o Kagju
o Gelug
* buddyzm zen
* mahajana
o amidyzm
o zen
+ rinzai
+ soto
+ obaku
o shingon
* theravada

chondogyo

chrześcijaństwo

* katolicyzm
o grekokatolicyzm
o rzymski katolicyzm
o tradycjonalizm katolicki
+ sedewakantyzm
+ konklawizm
+ lefebryści
o liberalizm katolicki
o modernizm katolicki
o starokatolicyzm
+ reformowany katolicyzm
+ mariawityzm
+ polskokatolicyzm
* prawosławie
o Cerkiew prawosławna
o kościoły orientalne
o staroobrzędowcy
* protestantyzm
o arianizm
o anabaptyzm
+ mennonityzm
# amisze
o anglikanizm
o adwentyzm
o baptyzm
o bracia morawscy
o kalwinizm
o luteranizm
o metodyzm
o pentakostalizm
* afrochrześcijaństwo

dźinizm (tzw. dżinizm, dżajnizm bądź dżainizm)

* digambarowie
* śwetambarowie

islam

* alawici
* alewici
* druizizm
* sufizm
o bektaszyzm
* charydżyci
o ibadyci
* sunnizm
* szyizm
o imamici
+ szajkizm
o ismailici
+ bohrowie
+ chodżowie
# aga khanowie
o zajdyci
* sufizm
* Ahmadiyya
* czarny islam
o czarny islam w USA
+ Naród Islamu
+ 5 Percent Nation
* druzyzm
* ahl-e hakk

jazydyzm

judaizm (tzw. religia żydowska)

* felaszowie
* judaizm mesjanistyczny
* judaizm konserwatywny
* judaizm ortodoksyjny
* judaizm postępowy
* judaizm reformowany
* judaizm rekonstrukcjonistyczny
* karaimi
* mozaizm
* samarytanizm

mandeizm

manicheizm

mazdaizm

mazdakizm

mitraizm

nowe ruchy religijne

* Falun Gong
* scjentologia
* neopogaństwo
* kult cargo
* Rastafari
* satanizm
o satanizm teistyczny
o Satanizm laveyański
* wicca

druzyzm

hinduizm

* wisznuizm
o krysznaizm
* śiwaizm
* śaktyzm

kaodaizm

konfucjanizm

kościół scjentologiczny

rastafari

santeria

szintoizm (tzw. shintoizm i shintō)

* jinja
* nowe religie japońskie
* shintō domu cesarskiego
* shintō ludowe
* shintō sekciarskie
* shintō świątynne
* zenrinkyō

taoizm

zaratusztrianizm

* zurwanizm

religie pierwotne

* religie prehistoryczne
* religie rodzime Afryki
* religie rodzime Australii i Oceanii
* religie rodzime Europy

sikhizm



dnia Śro 15:46, 10 Gru 2008, w całości zmieniany 1 raz



Temat: Zla energia miejsc mocy?


Przyjacielu!


Hejka :))


Mam tylko pytanie czemu uzywasz dziwnie przeksztalconego terminu shakra
skoro od dawna w nazewnictwie panuje tez zreszta znieksztalcone slowo
czakra
????
Prawidlowy termin sanskrycki to zreszta ćakra (przez c z kreseczka),
oznaczajacy doslownie okrag. Zreszta w terminologii jogi uzywa sie go do
okreslenia miejsca mocy czy to w systemie energetycznym czlowieka czy
Ziemi dopiero co obudzonego albo wrecz uspionego.
Z powyzszych slow wynika iz jestes milosnikiem wykladow dr Miodka.


Niecierpie faceta :)))
Poprostu prowadze zajecia z jogi :))


Wiem, ze moje slowo 'shakra' jest niepoprawne, ale nie bede spolszczac np.
'czakra' ani pisac 'ćiakra' gdyz to ostatnie uzywa znaku


charakterystycznego tylko
dla polskiej pisowni.


Pisownia 'shakra' oparta jest na transkrypcji
Hepburna (dot. jezyka japonskiego) i zgodnie z nia tak zapisane slowo
wymawia sie wlasnie jako 'cziakra' (miekkie czi).


Hmm dziwne stosowac reguly transkrypcji japonskiego do sanskryckich wyrazen
:|. Wprowadzasz, szczegolnieludzi nowych w tech dziedzinach w pomieszanie.


Mysle, ze zawilosci jezykowe mozemy pominac gdyz znaczenie slowa nie ulega
zmianie. Ale milo,
ze zwrociles uwage na pisownie gdyz jest to nieraz wazne, zwlaszcza tam
gdzie zachodzi obawa o dwoznacznosci.


WIesz nasluchalem sie roznistych potworkow jezykowych i przeinaczen , to i
wyczulony jestem.
A na prawidlowa  terminologie to w mojej szkole wyczulaja oj wyczulaja.


Po drugie baardzo mi ten model przypomina cos z czym wiele lat temu
zetknalem sie na wykladach slynnego destrukcyjnego kultu Antrovis, ale to
tak na marginesie, bo oni garsciami czerpali z innych zrodel plus
przemyslenia i astralne doswiadczenia ich przywodcy.
Tak, troche mojego modelu faktycznie wyglada jak ten Antrovis, ale do
swojego projektu dochodzilem poprzez studiowanie filozofii i religii
wschodnich (szczegolnie buddyzm zen).


No z tego co zaprezentowales to narazie czysta antrovisologia :))
W innym poscie zapytalem jaka to linia przekazu zen i u kogo praktykowales.


To, ze sie w pewnych miejscach
pokrywaja swiadczy o wspolnym korzeniu pewnych fragmentow.


Narazie z tego co widze to duuzo korzystasz z "odkryc" Mielnika.


Aha jeszcze drobny szczegol na Wawelu nie ma czakramu ziemi lecz raczej
jeden z "kominow energetycznych"., zreszta we Wroclawiu tez jest i to
dosc silny.
| Zgadza sie. Na calej Ziemi jest siedem shakra a dwa z nich sa w Polsce.


Hmm jest ciut wiecej, tak jak i czlowiek ma ich ciut wiecejniz 7 czy 12 jak
twierdzil Mielnik.


To, ze twierdzisz iz na Wawelu nie ma shakra jest Twoja sprawa. Duzo jednak
osob uwaza iz on tam jest. W wyobrazeniach jest on kamieniem o duzej sile
wypromieniowywania.


Alez cakramy ziemi maja po  kilkanascie kilometrow obwodu :)))))
Trudno mowic o jakim kamieniu :)))


Nie bylem we Wroclawiu ale przy nadazajacej sie okazji
nie omieszkam odwiedzic i tamtejszego 'miejsca mocy'.


Zapraszam. Nietrudno zgadnac gdzie on jest. :))))


Pozdrawiam serdecznie
                    Aishin Hitodo


I ja tez :))

Swiatlo, Milosc i Moc

pozdrawiam
Indrapani Lalita Deva G.B.
-----------------------------------------------------------
http://priv.onet.pl/wr/reiki/index.htm

" Co zgodnie z twoim doswiadczeniem i dociekaniem odpowiada twemu rozumowi i
sluzy twemu wlasnemu dobru i szczesciu, jak tez wszystkich innych istot, to
bierz za prawde i zyj wedlug niej."
Budda w  "Anuttara Nikaya"





Temat: Uważnie patrzeć na znaki
Zosiu, a właściwie czemu bez cytatów? Skoro uznaję, że wyczerpują one odpowiedź na Twoje pytanie. Sam nie jestem w stanie tego lepiej określić, a przecież Ciebie nie interesują proste odpowiedzi, prawda? Chociaż, mogę spróbować. Dlatego, że oddala Cię od Boga, odwraca od Niego uwagę, nakierowuje ją (uwagę) na Ciebie, Ciebie stawia w centrum. Każde takie odwrócenie wzroku od Boga, jest otwarciem się na działanie Złego. Bo sami nic nie możemy, i jesteśmy bezbronni.

Tak też jest z medytacją. I pozwól,że znów posilę się cytatami zaczerpniętymi tym razem z Wikipedii:

Medytacja transcendentalna - pojęcie mające dwa znaczenia:

W szerszym sensie, jest to każda medytacja, mająca na celu wykroczenie poza dualizm ego - świat zewnętrzny, przekroczenie wąskiego rozumienia siebie jako oddzielnego od reszty świata bytu.

W węższym sensie, nazwa ta została zaanektowana przez Maharishi Mahesh Yogi dla jego zestawu ćwiczeń medytacyjnych opartych głównie na powtarzaniu mantr. Medytacje te zostały szeroko rozpropagowane przez organizację Maharishi Foundation Ltd. założoną przez Maharishi Yogi, która zajmuje się sprzedażą kursów i materiałów szkoleniowych. Przeciwnicy uważają ją za sektę.

Istnieje wiele badań, które mają dowodzić zbawiennych dla zdrowia skutków medytacji transcendentalnej. W większości zostały one sfinansowane przez tę organizację[potrzebne źródło], więc nie sposób ocenić czy przedstawiają rzetelne wyniki.

i dalej, bedę cytował

Medytacja (łac. meditatio - zagłębianie się w myślach, rozważanie, namysł) - praktyki mające na celu samodoskonalenie, praktykowane szczególnie przez religie Wschodu, takie jak buddyzm, zen, taoizm, konfucjanizm, hinduizm, a ostatnio także przez niektóre szkoły psychoterapeutyczne. Elementy medytacji dają się również zauważyć w chrześcijaństwie (hezychazm) i islamie (sufizm). Wbrew łacińskiemu źródłosłowowi wschodnia medytacja niekoniecznie ma coś wspólnego z namysłem, często jest nawet jego przeciwieństwem, w niektórych szkołach filozoficznych wręcz zaleca się oczyszczenie umysłu z jakichkolwiek myśli i wyobrażeń, np. Jogasutry Patańdźalego w ten sposób definiują praktyki jogi: yogaś ćitta vritti nirodhah (joga to zatrzymanie aktywności umysłu). Ten rodzaj medytacji stanowi rodzaj spokojnej obserwacji, a jej nazwy nawiązują do "patrzenia" : dhjana (zen od czasownika "dhiyate" (patrzeć umysłem), vipassana od "vi-paśyate" (obserwować). Z kolei inne techniki polegają na aktywnej wizualizacji: bhawana (tworzenie), kalpana (budowanie). Wizualizacje są metodą szczególnie często wykorzystywaną w buddyzmie tybetańskim.

Tak więc jak na mój gust, medytacja nie jest tym samym dla każdego. I celem medytacji chrześcijanina, nie ma być "wyłączenie się z obiegu" itp., a po prostu rozmowa z Bogiem, czyli modlitwa, tylko tyle i aż tyle. A w modlitwie nie skupiamy się na sobie, tylko na Bogu, nawet kiedy powierzamy Mu wszystkie nasze troski i bolączki, to On powinien być nadal w centrum. Nie robimy tego,żeby doznać oświecenia, oczyścić umysł czy też żeby oczyścić się, ponieważ oczyścić nas może tylko On,

Owszem, może ten wywiad ma się do naukowego jak pingwin do zorzy polarnej, ale o tyle o ile Wiara ma się do nauki. I w tym podtrzymuję moje zdanie, że przynajmniej w pierwszej części temat jest potraktowany naukowo, szczegółowo, dogłębnie jest teza i "dowód", ja nigdzie nie powiedziałem, że artykuł jest naukowy.




Temat: Kłamstwo ewolucji
Osobiście wychodzę z założenia, ze religia i nauka to dwa równoległe nurty. Jakiekolwiek połączenia, wyjaśnienia etc. są ciężkostrawne i jedynym efektem jest dyskusja na ntym poziomie abstrakcji.
Podobnie zakochanie i nauka, miłość macierzyńska i nauka, albo sport i nauka to równoległe zjawiska, ale jednak nauka podejmuje się wyjaśnienia tych zjawisk (w przypadku sportu zresztą także wpływania na nie).
Co więcej, postępy nauki w wyjaśnianiu mechanizmów psychologicznych powodują, że coraz więcej ruchów politycznych i religijnych z premedytacją wykorzystuje naukową wiedzę do skuteczniejszej pscyhomanipulacji. A więc ignorowanie tego, co nauka ma do powiedzenia na temat podatności na religijne (czy parareligijne, jak np. "sekty handlowe" w rodzaju Amwaya i innych "kultów akwizycyjnych") organizacje i perswazje stwarza niebezpieczeństwo wpadnięcia w podobną pułapkę. A jak ktoś już jest "wewnątrz", bardzo trudno się zdobyć na spojrzenie "z zewnątrz" (wszystkie religie, w tym sekty, i świeckie parareligie) mają wypróbowane i skuteczne sposoby zaszczepiania adeptów na wątpliwości podsuwane przez "wrogie" otoczenie.

Gen religijności to chyba jakieś uproszczenie nie dokońca zrozumiałego zachowania badanego delikwenta. Moze gdy wyjaśnimy pojęcie religijności, zrezygnujemy z wyrazów religia, wiara ... to dostaniemy gen który wpływa na podejmowanie decyzji, decyzja wychodzi z obszarów podświadomości a w tej podswiadomości mamy ktosia który pomaga nam podejmować decyzje tyle, że sami go tam umieściliśmy. I żeby jeszcze skomplikować przenosimy całą sytuacje na zewnątrz i upiększamy ceremoniami.
Oczywiście, że "gen religijności" jest skrajnym uproszczeniem. Większość naszych zachowań wynika z interakcji bardzo wielu genów i bardzo wielu czynników środowiskowych. Chodzi tylko o to, że a) nasze życie psychiczne (w tym religijne) ma podłoże biologiczne - jest przejawem neurofizjologii, uwarunkowanej genetycznie; i b) niektóre z genów wydają się dawać efekty dość ograniczone do pewnych aspektów naszego behawioru. Np. jeśli ktoś ma wadliwe geny odpowiadające za wykształcenie kory mózgowej w ogóle, to jako bezmózgowiec zapewne też będzie miał upośledzone funkcje religijne. A więc odpowiednie warianty wielu genów są niezbędne do tego, żeby można wierzyć w Boga. Ale większość z nich zaburza też w ogóle funkcjonowanie człowieka. Natomiast domniemany "gen Boga" wydaje się nie zaburzać dramatycznie ogólnego funkcjonowania mózgu, a jednak posiadanie takiego czy innego allelu ponoć koreluje wyraźnie z podatnością na wewnętrzne poczucie metafizyki... Co nie znaczy, że ów gen nie ma jeszcze jakichś innych skutków, być może ważniejszych selekcyjnie, a skutki "metafizyczne" są uboczne (albo wymagają obecności jeszcze jakiegoś allelu innego genu). Na obecnym etapie (i pewnie jeszcze długo) nie mamy pełnej szczegółowej wiedzy o działaniu mózgu - od genu do konkretnego zachowania - a jedynie cząstkowe przybliżenia i zależności, czasem ze wskazaniem szlaku biochemicznego.

to wytłumaczenie od strony "organicznej" pozostaje cała druga strona fenomenu religijnego - ta bardziej psychiczna i społeczna ... no i cały czas bąkam cos o memach!!
"memy" mówie i nikt nie podchwytuje ... czy paleontolodzy ignorują rozwój memetyki ??
chyba mametyka posuwa dalej zrozumienie zjawiska religijnosci niż socjobiologia?
Memetyka wciąż ma status niezbyt poważnej nauki. I jakoś nie zanosi się na przełom. Raczej pozostaje to wygodnym ujęciem terminologiczno-koncepcyjnym, ale same memy pozostają raczej metaforą, niezbyt nadającą się do empirycznego przygwożdżenia. Ale oczywiście można "memetycznie" opisywać fenomeny religijne - w szczególności ich konkretne warianty społeczno-kulturowe. Biologia ("geny") odpowiada za podatność na takie a nie inne "memy". W tym sensie większość ludzi odziedziczyła podatność na zarażenie religią, a to, czy będzie to katolicyzm, protestantyzm, islam szyicki czy sunnicki, buddyzm zen, a może wiara w kosmitów, to już kwestia rozprzestrzeniania owych mempleksów w danym historycznym czasie i miejscu. Więc metafora "wirusów umysłu" w zastosowaniu do religii jest pewnie jakoś trafna i pomaga spojrzeć na to zjawisko, ale jak zaczniemy pytać, a konkretnie, jak wyglądają wyizolowane memy religijne (czym są one w rzeczywistości), to napotkamy pewne trudności...



Temat: Igraszki z Bogiem c.d.

Mimo, iz Wysy i wieszcza kura (.k. ?) chcieli juz zakonczyc swoja krotka
debatke, chcialbym jeszcze
chwile ja pociagnac. A wiec :

    deizm, bardzo ladna koncepcja. moja jezt zblizona, jednak sa pewne
jednaki
    :) poki co, moj poglad wyglada nastepujaco ( w skrocie, duzym :) : bog
jest
    wszystkim czym go nazwiemy,  jest niepojmowalnym absolutem, wiec
wszelkie o
    nim rozwazania sa dziecinada, nie ma nic wspolnego z boziami znanymi
    kulturze czlowieka, nie jest ani dobry ani zly nie jest tez
neutralnym. te
    pojecia, zreszta jak wszystkie jakie znamy nie sa stosowalne do niego.
nawet
    to co teraz mowie o nim, nie jest o nim, tylko o mnie :)

Trembler w swojej odpowiedzi mial mniej wiecej podobna wizje.

A) Moj apel brzmi - ludzie, nazywajcie rzeczy po imieniu. Toz to nic innego
jak mistyczna
Jednia, tak charakterystyczna dla religii Wschodu. Twoja koncepcja
przypomina mi
nieco okrojony buddyzm zen.

B) Moje watpliwosci wobec takich postaw. A wlasciwie jedna watpliwosc,
cholernie duza.
     Stworzyliscie sobie (i nie tylko wy) nowa definicje Boga. Definicje,
czyli po prostu nadaliscie
     nazwe "Bog" pewnym zjawiskom/rzeczom/zdarzeniom. W odroznieniu od
definicji Boga
     istniejacej w religii chrzescijanskiej, ta jest niemozliwa do
zaatakowania z punktu widzenia
     logiki. Tym samym logicznie sluszna. Ale jaka jest jej sensownosc ? To
znaczy - co wlasciwie
    osiagamy nadajac nazwe absolutowi ? Poza oczywiscie mala kleska, gdyz
nadajac nazwe
    absolutowi staramy sie go zrozumiec, zaszufladkowac, umniejszyc - co
jest w przypadku
    "absolutu" niemozliwe. Nie watpie, ze wszystko to brzmi bardzo
mistycznie, tajemniczo,
    urzekajaco. Ale jak tak sie nad tym zastanowic ... mam watpliwosci i
tyle.

Poza tym przyjmujac taka interpretacje slowa "Bog" ryzykuje sie totalnie
nieporozumienie
przy dyskusjach typu "Czy Bog istnieje" w obecnosci przedstawicieli dowolnej
religii
monoteistycznej. Ale przeciez wszyscy o tym wiedza :-)

P.S. Instynktownie czuje, ze moje watpliwosci wobec koncepcji mistycznych
jednii sa podobnej
        natury jak moje odczucia podczas jednej z IRCowych pogawedek.
Rozmowca moj
        byl bardzo inteligentny (na tyle na ile potrafilem to ocenic rzecz
jasna:), jednak na pytanie
        "What is God ?" odpowiedzial "Love." a na pytanie "What is love ?"
odpowiedzial
        "God." I byl urzeczony pieknem niekonczacego sie kregu definicji.
Ech.





Temat: Wiara w Boga, religijność

Brak jest w polskim społeczeństwie tolerancji, bo religia chrześcijańska jest w naszym państwie bardzo mocno zakorzeniona. Nie można, bez żadnych konsekwencji, żyć w pełni tak jakby się chciało. Jeżeli dziecko wyznaje inną wiarę i nie chodzi na religię jest uważane za kogoś gorszego, bo nie jest razem w grupie dzieci tych, które uczęszczają na religię.
Hmmm... Nie wiem, czy aż tak bardzo różnią się nasze środowiska, ale jakoś tego wcale wokół siebie nie zauważam. Przykładowo, w mojej klasie w liceum, na religię chodziła mniej więcej połowa uczniów i jakoś nigdy na tej podstawie nie powstały w obrębie klasy żadne podziały. Powiedziałbym, że nawet katolikom mogło być czasami trudniej, gdyż musieli raz po raz (zwłaszcza na wycieczkach i innych imprezach) wysłuchiwać "ciężkich" nieraz tekstów na temat Kościoła, księży itp.
Ze swojej kariery szkolnej pamiętam tylko jedną sytuację związaną z dyskusją o religii, kiedy ujrzałem wrogie spojrzenia większości osób zgromadzonych w klasie - mniej więcej na początku gimnazjum, kiedy to podczas lekcji języka polskiego powiedziałem mniej więcej, że "postacią literacką, która zrobiła największą karierę w kulturze jest Bóg". Nauczycielka spytała wtedy, czy uważam Boga jedynie za postać literacką, a ja na to, że tak, podobnie zresztą jak elfy, trolle i hobbity W tym momencie zobaczyłem, w jaki sposób większość dzieciaków dookoła (a zwłaszcza panienki z chórku kościelnego) wytrzeszcza na mnie oczy. Teraz jednak wydaje mi się, że mogło być to spowodowane po prostu nieświadomością, czym, do cholery jasnej, są te "hobbity"

Wracając do tematu, zdarzyło się ostatnio, iż siedziałem z całą niemal swoją grupą i paroma innymi znajomymi w pubie po zajęciach, i w pewnym momencie, dyskusja zeszła na temat "nasza religijność itp". Jeden z kolegów zapytał wtedy, kto spośród osób siedzących przy stole przystąpił do bierzmowania (zaznaczam, że najmłodsi w tym gronie mają lat 19). Okazało się, że mniej więcej 1/3. Nie wiem, czy niektórzy się z tym po prostu nie ukrywają, ale liczba mnie odrobinę zdziwiła.
W takich momentach, zaczynam się zastanawiać, czy ten nasz kochany kraj rzeczywiście jest aż tak zdominowany przez "jedyną właściwą religię", jak to przedstawiają media. Cóż, może po prostu studenci w Poznaniu to specyficzne środowisko, ale (sądząc też po dyskusji na tym i innych forach) wydaje mi się, iż coraz więcej ludzi po prostu z katolicyzmu wyrasta, niczym dzieci z opowieści o związku bocianów z rozmnażaniem się ludzkiej populacji, potworach i św. Mikołaju... Z drugiej jednak strony, pewnie musi dokonać się jeszcze niejedna zmiana pokoleniowa, żeby nasze społeczeństwo w pełni zrozumiało, że wybór religii jest indywidualną sprawą każdego człowieka, a katolicyzm nie jest niczym lepszym/bardziej wyjątkowym/bardziej doskonałym, niż np. religia Zielonoświątkowców, Buddyzm Zen, czy Hare Kriszna.

Co do chrztu dzieci, również zgadzam się, że bardziej wskazany byłby świadomy wybór dojrzałego już człowieka (jak to ma miejsce np. u baptystów), ale z drugiej strony, nie chce mi się jakoś wierzyć, aby rodzice będący wierzącymi członkami danej społeczności religijnej, mogli się na to zgodzić, a co więcej, nawet podjąć dyskusję na ten temat. Mi osobiście nie przeszkadza to, że kiedyś tam ktoś pokropił mnie wodą recytując przy tym jakieś formułki. Podobnie z obecnością mojej skromnej osoby w kartotekach Kościoła katolickiego. Podejrzewam, że nawet, gdybym chciał coś z tym zrobić, to powstrzymałoby mnie po prostu moje wrodzone lenistwo



Temat: O czym jest filozofia?


----- Original Message -----

Newsgroups: pl.sci.filozofia

Sent: Wednesday, October 04, 2000 2:03 PM
Subject: Re: Odp: O czym jest filozofia?

| Jesli chodzi o moje rozumienie filozofii - zajmuje sie ona udzielaniem
| racjonalnych odpowiedzi na pytania fundamentalne dotyczace struktury
swiata,
| wiedzy i problemow  czlowieka. Jest racjonalan, tzn. posluguje sie
argumentacja
| i czesto bardzo rozbudowana spekulacja. Pytania sa fundamentalne, to
znaczy
| podstawowe a ponadto powiazane a czyms, co okreslana sie jako poszukiwanie
| sensu swiata. Te pytania to na przyklad: jaka jest podstawowa struktura
swiata,
| jakie sa jego podstawowe czesci,  na czym polega jednosc swiata, co
sprawia, ze
| rzeczy sa tym czym sa, na czym polega prawda, jak uzasadniac twierdzenia,
na
| czym polega dobro, co jest ostatecznym celem istnienia, czym jest
szczescie,
| czym jest sprawiedliwosc, rownosc, po co istnieje panstwo, dokad zmierza
| historia.
|    Pozdrawiam - Pawel

Metafizyka również jest filozofią, a nie jest ona zbyt racjonalna, chociaż


Jesli metafizyke rozumiec jako teorie bytu, to jest racjonalna. Opiera
sie na klasyfikacjach kategorii,
sposobow istnienia itd. Metoda dowodzenia jest wyciaganie wnioskow,
poszukiwanie sprzecznosci
i modyfikowanie tez, aby sprzecznosci usunac.
Jesli metafizyke rozumiec jako teorie Boga, transcendencji i duszy
niesmiertelenej, to zapewne nie jest to
ona racjonalana, ale moze wobec tego przyjac stanowisko, ze nie powinna
sie nia zajmowac filozofia, tylko
religia lub teologia. Czyli, ze jesli zajmowali sie tymi sprawami
filozofowie, to byla to pomylka, albo ze
zajmujac sie tymi sprawami, przestawali byc filozofami i zaczynali byc
teologami.
Rzecz jasna racjonalna filozofa moze miec nieco do powiedzenia na tematy
Boga, duszy itd.
Moze mianowicie badac poprawnosc rozumowan teologicznych i np. wykazywac
blednosc
dowodow na istnienie Boga.


Generalnie filozofia zajmuje się absolutnie wszystkim. I nauka może być
filozofią i interpretacje kultury..


Bylbym przeciwny rozszerzaniu pojecia filozofii na wszystko. Pojecia
powinno odnosic sie do
klas przedmiotow wyodrebnionych na podstawie jakichs wspolnych cech. Nie
warto zacierac
granic miedzy nauka i filofia. Naukowcy niechetnie zajmuja sie kwestiami
o egzystencjalnym znaczeniu,
a filozof nie zajmuje sie przebiegiem fotosyntezy. W ogole filozofia
malo zajmuje sie teoriami,
ktore bezposrednio opieraja sie na eksperymentach.

Jeden z francuskich filozofów, niestety
wylaciało mi z głowy nazwisko pisał, że "Filozofia, to katalizator
rozmowy
interdyscyplinarnej", czyli w jakiś sposób ułatwianie porozumienia
pomiędzy
badaczami różnych dziedzin. Ale to rozumienie być może zbyt współczesne,
postmodernistyczne lekko...Ale praktyka wskazuje, że nie jest błędne..

Czyli - poszukuje oglnosci. Porownuje wyniki nauk i usiluje stworzyc
wspolna strukture, w ramch ktorej
mieszcza sie wyniki nauk.


Za to Leszek Kołakowski twierdzi, że Filozofia to dbanie o ducha
prawdy....
Z tą "definicją" chyba utożsamiłabym swoje przekonania na ten tem,at...


Sadze, ze naukowiec tez musi szanowac ducha prawdy, czyli rzetelnie
uzaswadniac swoje tezy.
W ogloe czlowiek powinien szanowac prawde. Nie jest to wiec cecha
wyrozniajaca filozofow.


Dodatkowo jest wiele definicji cząstkowych, które jakoś określają jej
role.
Prof. Jacek Hołówka np. zwykł mawiać, że Filozofia ma wzbudzać
wątpliwości...Jakby miała burzyć nasze poczucie oczywistości. To chyba
też
racja.


To moze byc jakis element filozofii, ale nie podstawowy. Przeciez
filozof to nie czlowie, ktory udowadania, ze
wszystko jest inaczej niz nam sie wydaje. Aza to sa nie filozofowie,
ktorzy tym sie zajmuja. Np. buddyzm zen.


A same konkretne zagadnienie, które są niewyczerpywalne, może wręcz
nieskończone, chyba w ogólnym rozrachunku nie maja takiego znowu
znaczenia.
Wciąż pojawiają się przecież nowe i nowsze tematy, jakimi filozofia się
zajmuje, wraz z rozwojem nauki i cywilizacji.


Mozna tez przyjac stanowisko przeciwne -  ze pytania filozoficzne sa
wlasnie niezmienne.
Sa odwieczne, a tylko rozwoj swiata i wiedzy podsuwaja nowe odpowiedzi.
 Pozdrawiam tez slonecznie - Pawel

I obejmuje tak samo naukę o znaku, jak historię filozofii, filozofię
kultury, polityki, nawet filozofię rolnictwa jak też kwestie moralne w
kontekście żywności transgenicznej...

Pozdrawiam słonecznie
A.Roman






Strona 3 z 3 • Znaleźliśmy 145 rezultatów • 1, 2, 3